Zawodnicy podsumowują Lotos!


Rzadko się zdarza, aby niemal wszyscy zawodnicy zamiast o samej rywalizacji, opowiadali o walce z trasą. Tak było jednak po Rajdzie Lotos, bowiem warunki na oesach drugiej rundy Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski nie należały do łatwych, a odsetek rajdówek, które nie dotarły do mety, był wyjątkowo wysoki. Wszak jedyną załogą, która ukończyła Rajd Lotos bez korzystania z systemu SupeRally byli Estończycy Anre Saks i Rainer Maasik. Miejmy nadzieję, że podczas Rajdu Polski, na który już teraz zapraszamy wszystkich kibiców, na pierwszym planie znajdzie się walka na trasie, a nie z trasą.

Mikołaj Kempa: Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyniku. Pierwszy dzień to dużo błota, miękka droga, wiele nierównych miejsc. Drugiego dnia jechało się znacznie lepiej. Pomimo usterki na ostatnim oesie i skorzystania z SupeRally udało nam się ukończyć rajd na pierwszym miejscu. Chciałbym podziękować firmom GULF, OLPOL WAWRZYN, SANTOZA HOTEL, RESTAURACJA STAR, SERENITY S.A, bez których start nie doszedłby do skutku, jak również „Bracia Motorsport” za świetne przygotowanie auta oraz Michałowi „Hołkowi” Grudzińskiemu za świetne nawigowanie.

Anre Saks: Rajd Lotos był ciężki i nie tak fajny jak w ostatnich latach, ale mimo to było naprawdę dobrze.
Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że Mikołaj Kempa wygrał klasę N3, ponieważ w tym roku jechał naprawdę szybko. My byliśmy drudzy i wygraliśmy w klasie drugi etap, więc jest nieźle. Oczywiście chcemy wrócić tu w przyszłym roku i dać z siebie wszystko, aby wreszcie wygrać! Pozdrawiamy polskich kibiców!

Piotr „Herbi” Rudzki: Przede wszystkim udało się zdobyć jak największą ilość punktów, które niewątpliwie przydadzą się w klasyfikacji końcowej, a na które tak naprawdę ciężko było nam liczyć w debiucie na szutrze. Dla mnie jednak najgorszą rzeczą jest katowanie i dewastacja samochodu, bo warunki jakie panowały na tym rajdzie to nie warunki do ścigania, tylko lekcja przetrwania. Nie wiem jak jest na innych rajdach szutrowych, ale na tym rajdzie był po prostu wyryp, a nie droga szutrowa.

- Jednym słowem było wiele miejsc, które działały na zasadzie „zamknij oczy, zaciśnij zęby i nie zwalniaj, to będziesz do przodu czasowo”. Nie mam zbytnio doświadczenia w rajdach szutrowych, ale jak tak wyglądają szutry w Polsce, to ja wolę same asfalty. Na dzień dzisiejszy do wymiany mamy zbiornik paliwa, szyba wszystkie poduszki, wahacze i tak naprawdę pół auta. Teraz mocno się zastanawiamy nad wystartowaniem w kolejnych rajdach szutrowych. Dziękujemy sponsorom – GLOSS, KONSTRUKTOR GROUP, FOGO, OPONY KUROPKA, PAŁAC KROTOSZYCE, dzięki którym nasz start był możliwy.

Maciej Cywiński: Do ostatniego weekendu Lotos Baltic Cup był moim ulubionym rajdem, niestety tegoroczna edycja była najgorsza pod każdym względem. Bardzo źle przygotowane i nieprzemyślane trasy, okazały się mordercze nie tylko dla naszego samochodu. Czasy dojazdówek zmuszające do jazdy z prędkościami grubo przekraczającymi dozwolone. Najciekawsza jednak sytuacja miała miejsce podczas jednego z odcinków, kiedy wyjechał nam pod prąd cywilny bus… Gratulacje dla organizatora za zabezpieczenie rajdu. Do tego wszystkiego należy dodać ciągłe awarie samochodu i recepta na porażkę gotowa. Pierwszego dnia na 2 odcinku zakleszczyła się skrzynia i zanim udało nam się ruszyć minęło prawie 20 minut.

- Jednak mimo tak dużej straty zdecydowaliśmy się kontynuować jazdę tego dnia, żeby przejechać jak najwięcej kilometrów w ramach treningu, bo nie było oczywiście mowy o nadgonieniu konkurencji. Jakby tego było mało podczas dalszych zmagań posłuszeństwa odmówił rozrusznik i jeden amortyzator… Po długim sobotnim serwisie, kiedy wydawało się, że wszystko zostało naprawione, w niedzielę rano okazało się, że skrzynia biegów, która już wcześniej dawała o sobie znać tym razem stwierdziła, że ma dosyć tego rajdu i wypluła z siebie cały olej. Tak więc 6. Rajd Lotos Balic Cup zakończył się dla nas zdemolowanym samochodem i niemal zerowym dorobkiem punktowym.

- Teraz musimy się skoncentrować przede wszystkim na jak najlepszym przygotowaniu do Rajdu Polski, aby w końcu pokazać na co nas stać. Bardzo dziękuje grupie naszych sponsorów: firmie Jobi – Systemy Ociepleniowe i Materiały Budowlane, warszawskiemu torowi kartingowemu Pole-Position, kosmetykom samochodowym Provaco oraz magazynowi tuningowemu „GT”, którzy wspierają nas mimo tego potknięcia. Słowa wdzięczności należą się również grupie naszych wiernych kibiców, którzy wytrwale czekali na nas na wszystkich odcinkach oraz mechanikom – naszemu serwisowi BRSMotorsport Pawła Borysa oraz Liskowi i Pyzie, którzy pomagali nam w najtrudniejszym momencie.

Piotr Stryjek: Start w Rajdzie Lotos Baltic był dla naszej załogi oraz naszego Renault Clio Sport debiutem na nawierzchni szutrowej. Z tego powodu założenia były bardzo proste – nauka jazdy po luźnej nawierzchni przy jednoczesnym oszczędzaniu auta. Rajd zaczął się dla nas niemal sensacyjnie. Po trzech odcinkach specjalnych plasowaliśmy się na drugim miejscu w klasie. Zaskoczenie było dla nas tym większe, że w 100% realizowaliśmy przed rajdowe założenia. Auto spisywało się jak zawsze znakomicie, aż do połowy czwartego odcinka specjalnego, gdzie na jednym z nawrotów straciliśmy napęd. Uszkodzeniu w dość dziwny dla nas sposób uległa skrzynia biegów. Dziwny, bowiem wcześniej nie było jakichkolwiek symptomów jej niedomagania, a i kierowca nie popełnił żadnego błędu przy jej obsłudze. Szanse na dobry wynik oraz punkty szybko uciekły.

- Niemniej jednak nie traktujemy tego krótkiego występu jako całkowicie bezproduktywnego. Teraz z perspektywy czasu oraz naszych wyników na tym rajdzie, musimy przyznać rację tym, którzy twierdzili, że o walkę Clio o czołowe lokaty w klasie N3 na nawierzchni asfaltowej będzie bardzo trudno. Na szutrze wyraźnie zanikają różnice mocy samochodów. Zapowiadało się, że pokażemy na lokalnych terenach naszego sponsora, firmę HYRDROMEGA Hydraulika Siłowa z Gdyni z jak najlepszej strony – tym razem się nie udało, może za rok dopisze nam więcej szczęścia. Dziękujemy również Wojskowemu Instytutowi Techniki Pancernej i Samochodowej, za jak zawsze doskonałe zabezpieczenie techniczno – logistyczne oraz firmie POLSAD za profesjonalną pomoc przy obsłudze auta podczas zawodów. Numerologia, przesądy – może coś w tym jest – był to trzynasty rajd w naszej karierze.

Tomasz Kramarczyk: Powiedzieć, że to dla nas nieudany rajd, to mało. Nie licząc prologu przejechaliśmy jeden odcinek specjalny i to ze sporymi problemami. Markowy interkom, który „na sucho” działał idealnie nie sprawdził się na trasie, zamiast opisu słyszałem jedynie kamienie uderzające o podłogę auta. Próba minimalizowania strat i jazdy szybkim tempem zakończyła się poślizgiem na kałuży błota i z pozoru niegroźną, ale brzemienną w skutkach wycieczką plener. Skrzywiliśmy wahacz, przebiliśmy tylną oponę i tak osiągnęliśmy metę pierwszego oesu.

- Niestety po około 2 kilometrach kolejnej próby dziurawej trasy nie wytrzymał nadwyrężony wcześniej sworzeń wahacza i auto odmówiło dalszej jazdy. Dzięki pomocy Mariusza Antonowa i jego ekipy zreanimowaliśmy rajdówkę na miejscu zdarzenia i licząc, że limit pecha na ten rajd mamy już wyczerpany czekaliśmy na drugi etap. Niestety tu spotkało nas jeszcze większe rozczarowanie, gdyż tuż po starcie pierwszego oesu współpracy odmówiła linka sprzęgła i na tym skończyła się nasza przygoda z Rajdem Lotos Baltic Cup. Za wsparcie dziękujemy firmom www.SUPERCAR.pl oraz www.AKSAM.pl.

Hubert Frankowski: O ile lubię szutry, to tegoroczny Rajd Lotos zdecydowanie nie pozostawił u mnie dobrego wrażenia. Przede wszystkim pierwszy raz jechaliśmy po takich dziurach, co wystawiło na ciężką próbę naszą Hondę. Rajd stał pod znakiem awarii, a zaczęło się od spóźnienia na pierwszy oes – bardzo ciasna dojazdówka. Koleiny były straszne, dodatkowo na drugiej próbie zaliczyliśmy lekką wycieczkę w pole i uszkodziliśmy wydech. Na ostatnim oesie dnia nie wytrzymała chłodnica, po prostu pękła. Po reanimacji auta stanęliśmy do walki drugiego dnia. Niestety już na pierwszym oesie urwała się poduszka pod silnikiem, cały motor opadł i byliśmy zmuszeni zakończyć jazdę. Teraz czeka nas ocena uszkodzeń, jednak na pewno napraw będzie sporo i zobaczymy jak wpłyną one na nasz budżet. Z tego miejsca chcielibyśmy również podziękować firmom ARMEXIM i Glazomat za nieocenione wsparcie.