Zawodnicy N3 po Rajdzie Polski


Mimo, że na starcie 67. Rajdu Polski stanęły tylko dwie załogi klasy N3, emocji nie zabrakło. Na ich brak nie narzekali szczególnie Leszek Kapłan i Krzysztof Grzenia, którzy mimo dwukrotnego korzystania z systemu SupeRally zameldowali się na mecie w dobrych humorach. Teraz przyszła pora na podsumowanie 67. Rajdu Polski, zobaczmy więc, co mówią o nim sami zawodnicy.

Mikołaj Kempa: To mój pierwszy start w Rajdzie Polski oraz drugi z Michałem. Bardzo szybkie, wymagające odcinki z dużą ilością szczytów. Pogoda dopisała, choć nocne ulewy spowodowały, że co chwilę spotkać można było kałuże, na które trzeba było zwracać szczególną uwagę. Bardzo cieszę się z naszej jazdy i z wyniku. Czekamy teraz wspólnie na Rajd Bohemii, na którym chcemy się pokazać z jak najlepszej strony, licząc na walkę w klasie N3. Chciałbym podziękować firmom GULF, BALTICON, OLPOL WAWRZYN i rodzinie, bez których start nie doszedłby do skutku, jak również „Bracia Motorsport” za świetne przygotowanie auta oraz Michałowi „Hołkowi” Grudzińskiemu za bardzo dobre nawigowanie, a naszym kibicom i przyjaciołom za doping.

Leszek Kapłan: Dzięki wsparciu firm: President Electronics Polska, BBK Auto Części, Autoserwis Sanecznik, Przedsiębiorstwo Handlowo-Usługowe Krzysztof Zniszczoł i Zakład Produkcyjno-Usługowy Błażej Kaczmarczyk, spełniło się jedno z moich rajdowych marzeń – start w kultowym Rajdzie Polski. Tak sobotnie, jak i niedzielne odcinki były dla mnie nowością oraz niesamowitym wyzwaniem. Wiedzieliśmy, że będzie ciężko, ale nie spodziewaliśmy się, że aż tak, zwłaszcza dla naszego samochodu. Rajd rozpoczął się już w piątek wieczorem, rozegranym dwukrotnie prologiem na torze w Mikołajkach. Byliśmy trochę stremowani, ponieważ nigdy wcześniej nie widzieliśmy tak wielu kibiców obserwujących przejazdy i jakby nie było pierwszy raz startowaliśmy w takim składzie. Pomimo tremy, pewnie wygraliśmy oba przejazdy prologu z załogą Opla Calibry – Arkiem i Agnieszką Nowikow. Nie straciliśmy także zbyt wiele do naszych głównych rywali w N3 – Mikołaja Kempy i Michała Grudzińskiego.

- Sobotnie zmagania rozpoczęliśmy dość pechowo. Po około 2 kilometrach od startu, na bardzo niepozornej hopie, nasz samochód – po długim skoku – zanurkował przodem. Lądowanie odbyło się niestety bez telemarku, potężnym uderzeniem w ziemię, co spowodowało znaczne uszkodzenia samochodu. Na szczęście udało nam się dojechać do mety odcinka bez zdemolowania przegrzewającego się silnika. Wiedząc, że mamy przed sobą jeszcze wiele kilometrów do przejechania z niesprawnym chłodzeniem postanowiliśmy pierwszy raz skorzystać z błogosławionego systemu SupeRally. Nasi mechanicy jak zwykle jednak pokazali kunszt rajdowej mechaniki. Odstawiliśmy na strefę samochód, który u zwykłego mechanika w warsztacie spędziłby 2 tygodnie, a chłopaki ogarnęli naszą rajdówkę w ciągu 4 godzin. Wielkie podziękowania z naszej strony dla Tomka Sanecznika, Darka Raka, Kajtka Raka i Kuby Sanecznika za poświęcenie i doprowadzenie naszego samochodu do 100% sprawności – to była fantastyczna robota.

- W niedzielny poranek wstaliśmy w świetnych humorach z mocnym postanowieniem poprawy skuteczności i pozycji w generalce. Do pierwszego i drugiego niedzielnego odcinka wystartowaliśmy bardzo skoncentrowani. Po dwóch oesach udało nam się awansować o jedną pozycję. W trakcie pokonywania 12 odcinka, na szybkim lewym czwórkowym zakręcie nasz samochód nagle wystrzelił w górę, wykonując pełne salto przez prawy bok. Powodu, przez który opuściliśmy drogę niestety nie poznamy. Zainstalowana w samochodzie kamera nie działała poprawnie i zarejestrowany został jedynie dźwięk.

- Po rolce wylądowaliśmy na kołach, dzięki czemu ukończyliśmy odcinek. Niestety po mecie stop okazało się, że nie możemy kontynuować jazdy i zmuszeni byliśmy zgłosić się kolejny raz do SupeRally. Takim oto sposobem zdobyliśmy 2 miejsce w klasie N3 i cenne 2 punkty do klasyfikacji sezonu. Współpraca z Krzyśkiem układała się nadzwyczaj dobrze. Pomimo tylko kilku przejechanych odcinków i wielu przygód obydwaj jesteśmy zadowoleni ze wspólnego startu i mam nadzieję, że jeżeli będzie konieczność, to Krzysiek wsiądzie jeszcze ze mną do samochodu.